niedziela, 10 czerwca 2018

"Pasażerka" Alexandra Bracken [Recenzja]

"Chcę, byś to zapamiętała: koniec końców liczy się tylko nasz wybór. Nie marzenia, nie słowa i nie obietnice."

Tom: 1
Tytuł: "Pasażerka"
Autor: Alexandra Bracken
Moja ocena: 9/10
Wydawnictwo: SQN


Cześć! Od dziecka miałam słabość do książek, których fabuła zahaczała o podróże w czasie.Wątek ten, choć powielany przez wielu autorów, nie stracił dla mnie swego uroku, gdyż w każdej nowo poznanej historii odnajdywałam coś świeżego i zaskakującego. Nie zaskoczy was więc zapewne fakt,że gdy tylko dowiedziałam się o "Pasażerce", książka natychmiastowo musiała wpaść w moje małe, czytelnicze ręce.

Troszkę o samej fabule: 
Etta Spencer, czyli nasza główna bohaterka, jest wspaniałą skrzypaczką, która całe życie poświęciła grze.Pewnego dnia, podczas ważnego dla dziewczyny występu, staje się coś niezwykłego i zarazem makabrycznego. Nieświadoma niczego nastolatka traci wszystko, co kochała. W jednej chwili zostaje przeniesiona w nieznane jej miejsce oddalone od jej domu o wiele kilometrów i lat. Trafia do 1776 roku, a jej los zależy od Nicholasa Cartera, młodego korsarza, którego wiąże bardzo poważny kontrakt. Dziewczyna musi walczyć o przetrwanie, choć nie ma pojęcia co się wokół niej dzieje. 

Powieść pochłonęła mnie już od pierwszych stron, z przejęciem czytałam losy bohaterów, namacalnie czułam strach i ekscytację, nie raz towarzyszyły mi salwy śmiechu i piekące rumieńce.
Zakochałam się w opisach i w tym, że ciągle coś się dzieje. Zmieniająca się sceneria, nowe państwa, okresy historyczne. Nieprzerwana ucieczka i wisząca w powietrzu zagadka nadawały owej historii pikanterii.

 

Plusem okazali się być również genialnie zarysowani bohaterowie.
Moje serce zostało skradzione przez Ettę, dziewczynę, którą cechuje bardzo cięty język oraz niespotykana u postaci żeńskich w literaturze- samodzielność. Nie jest osobą, która pada do stóp człowiekowi, tylko dlatego, że jest przystojny! (ALELUJA) ( ETTA MYM CRUSHEM, ETTA NA PREZYDENTA)

"- Ostrożnie, panienko, bluźnierstwo to wciąż grzech...
Nawet gdyby Nicholas miał w sobie żyłkę hazardzisty, nie postawiłby ani jednej monety na to, że dziewczyna odpowie:
- W takim razie niech pan idzie do diabła i tam się spotkamy!"


Książka pozwoliła mi choć odrobinę przenieść się w inny świat i zapomnieć, uzależniła mnie od siebie, bowiem odkąd zagościła w moje progi, czytałam ją już 3 razy i za każdym razem czuję ciarki przechodzące mi po całym ciele..
Wartka akcja, dobre postacie, szczypta romansu oraz samodzielna główna bohaterka. Czego chcieć więcej?
Serdecznie polecam!
Niedługo wstawię recenzję 2 tomu.
Zaczytanego!


niedziela, 25 marca 2018

"Jej wyskość P", Joanne Macgregor [Recenzja]

"Normalność była miła. Normalność była nijaka. Normalność była cholernie nudna. To nasze różnice, nasze odcienie szaleństwa sprawiały, że każde z nas było wyjątkowe, niepowtarzalne i fascynujące."

Tytuł: "Jej wysokość P."
Autor: Joanne Macgregor
Moja Ocena: 3/10
Wydawnictwo:Kobiece



Cześć!Niedawno w moje czytelnicze łapki wpadła powieść pani Joanne Macgregor. 
Gdy przeczytałam opis znajdujący się z tyłu okładki, zachłysnęłam się ze szczęścia, gdyż książka zapowiadała się na całkiem przyjemną młodzieżówkę z nutką romansu i humoru. Ostatnio potrzebuję chwili oddechu, więc taka lekka pozycja literacka była dla mnie idealna na ten moment.
Niestety, moje podekscytowanie malało wraz z kolejnymi rozdziałami i im dalej byłam, tym bardziej się męczyłam.

Troszkę o samej fabule: 
Książka opisuje losy młodej dziewczyny, Peyton. Nasza główna bohaterka jest śliczniutką i zgrabną dziewczyną, lecz boryka się z pewnym problemem- nie akceptuje ona swego wzrostu. Mierzy bowiem 184 cm.
Pewnego dnia nastolatka za namową swoich przyjaciół bierze udział w zakładzie. Jeżeli pójdzie na trzy randki i bal maturalny z kimś wyższym od siebie, wygrywa 800 dolarów. Niestety w życiu nie może być tak prosto, sprawy komplikują się z czasem, ponieważ Peyton- zakochuje się w chłopaku, którego wykorzystuje by osiągnąć swój cel. 

(Chcę jeszcze podkreślić, że miałam i mam 100 % pewność po jaką powieść sięgnęłam. Nie spodziewałam się niczego wybitnego. Wręcz przeciwnie, miałam ochotę na coś lekkiego, niezobowiązującego).

Nie chcę owijać w bawełnę dlatego już teraz powiem wam, że książka nie przypadła mi do gustu.
Dlaczego? Już tłumaczę. 
Wszyscy bohaterowie zostali nakreśleni w sposób bardzo wyrazisty,można było poczuć, że są,lecz byli po prostu nijacy, pozbawieni osobowości. Miałam wrażenie jakby ktoś opisał stereotypowy wzór nastolatka postrzegany przez osobę dorosłą. 
Główna bohaterka grała mi na nerwach nieprzerwanie. Jest postacią pustą do granic możliwości, nie powalała też intelektem.

" (...)Pewnego dnia, gdy już zostanę królową świata, zgromadzę królewski zespół projektantów, krawców i tych od butów...Jak oni się nazywają?
-Szewców?
-Właśnie,szewców! Pewnie jedynym sposobem,żebym mogła chodzić w ubraniach, które na mnie pasują,jest zamawianie ich na miarę.
-Albo własnoręczne szycie."

(Później znajduje się długi opis pracy komórek myślowych dziewczyny i gdy docierają do niej słowa przyjaciółki, kupuje starą maszynę do szycia, która ledwo działa.)
 Nie mogłam uwierzyć, że dziewczę naprawdę przez te wszystkie lata, nie wpadło na pomysł z uszyciem czegoś i tą idę uważa za nietuzinkową i wielce odkrywczą.


Wątek wzrostu głównej bohaterki został wyolbrzymiony, był wręcz karykaturalny. Nie przekona mnie argument, że na wysokie osoby nie można znaleźć ubrań.
Autorka, opisała ten problem tak, jakby jej bohaterka, przez całe życie chodziła w workach po ziemniakach. Wystarczy wejść do byle jakiej sieciówki-spójrzcie na przykład na tę nową, wiosenną kolekcję Kappahal'a! Najmniejsza sukienka na 170 cm, były nawet na 185 cm, tak samo płaszcze. Praktycznie cały asortyment jest robiony pod wysokie osoby.

Czułam zmęczenie gdy za każdym razem bohaterka wspominała o swym wzroście. Ja rozumiem, że był dla niej utrapieniem, ale czemu musiała o nim mówić prawie w każdym zdaniu w książce? Ja nie żartuję, Peyton myślała wyłącznie o swoim wzroście i wysokich chłopcach/"rzadkich okazach" (jak to lubiła ich nazywać).
"(...)Ten cenny unikat znajdował się na wyciągnięcie ręki, a jednocześnie po za moim zasięgiem."
(Tak,mówi tu o chłopaku, który wpadł jej w oko. Czy tylko ja tu widzę przedmiotowe traktowanie mężczyzn?) 


Przed napisaniem tej recenzji czytałam wiele innych. Książka trafia bardziej do młodszego czytelnika, może dlatego nie przypadła mi do gustu. Męczył mnie młodzieżowy język, który był przejaskrawiony, trywialny. 
Bardzo lubię młodzieżówki, czytam ich wiele. Niestety przy tej powieści odczułam, aż za bardzo do kogo jest ona kierowana. 
Jednak, nie mówcie jej stanowczo nie! Na plus można uznać na pewno fakt, że autorka poruszyła problem, jakim jest brak akceptacji i prześladowanie, poniekąd jej się to udało, nie mogę powiedzieć, że nie. Był to jedyny pozytywny aspekt dla mnie, gdyż takie tematy należy nagłaśniać, nie można ich przemilczeć. 

Nie mogę powiedzieć- Serdecznie polecam!
Powiem- Spróbujcie! 

*Zdjęcie sukienki dla żartu,  pasowało mi. Zrobiłam je kiedyś na wycieczce, wiedziałam, że się przyda :)

Zaczytanego!






 


 






środa, 21 lutego 2018

"Z otchłani", Martyna Senator [Recenzja]

"Daj sobie czas. I jak to mówią: nie decyduj w złości i nie obiecuj w szczęściu."

Tom: 2
(można czytać każdy tom oddzielnie)
Tytuł: "Z otchłani"
Autor: Martyna Senator 
Moja Ocena: 9/10
Wydawnictwo: Czwarta Strona 




Cześć! Gdy dostałam propozycje zrecenzowania powieści Martyny Senator,byłam w siódmym niebie, jednak miałam pewne obawy. Nadal troszkę sceptycznie podchodzę do polskich autorów (powiedziała największa fangirl Mroza). Obawy te były zbędne, bowiem książka wywarła na mnie ogromne wrażenie (tak samo jak poprzedni tom, który pochłonęłam dzień wcześniej).

Troszkę o samej fabule:
Historia opowiada losy młodej studentki Kasi. Spotykamy ją w momencie, gdy dziewczyna boryka się ze złamanym sercem, bowiem jej wieloletni chłopak wyznał jej, że dopuścił się zdrady. Na domiar złego przyjaciółka naszej głównej bohaterki założyła jej konto na Tinderze i wrobiła biedną, załamaną kobietę w niechciane spotkanie.
Właśnie w ten nietypowy sposób Kaśka poznaje Szymona, a jej życie obraca się o 180 stopni.

"Zaufanie w związku jest jak spadochron. Żaden człowiek o zdrowych zmysłach nie wyskoczy z samolotu bez asekuracji. Dlaczego więc niektórzy ludzie są na tyle głupi, że decydują się na związek, w którym szwankuje tak ważny element? W dodatku naiwnie wierzą, że uda im się bezpiecznie wylądować... Idioci."


Opis fabuły daje nam obraz lekkiej, niezobowiązującej historii, którą zapomnimy zaraz po przeczytaniu, jednak książka taka nie jest!
Zaskakuje swą dojrzałością i autentycznością,a lekkie pióro autorki sprawia, że oderwanie się od powieści jest niewykonalne. Od początku do końca gra na naszych emocjach.
Akcja rozgrywa się w Krakowie, dzięki czemu możemy poczuć urokliwy klimat tego miasta- Główni bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani. Są po prostu ludzcy. Kibicujemy im do samego końca.
Bardzo zainteresował mnie wątek dziennikarstwa, gdyż od dawna pasjonuje mnie ten zawód. Dzięki temu jeszcze bardziej zżyłam się z książką.

Ta powieść jest jak rozmowa z bliską przyjaciółką- przepełniona humorem, dobrymi radami. Opatula nas jak cieplutki kocyk, który rozgrzewa i koi nasze troski.
Serdecznie polecam!

Czytaliście? Zamierzacie? Dajcie znać!

Zaczytanego!





Zaczytanego!


wtorek, 13 lutego 2018

"Pocałunek zdrajcy", Erin Beaty [Recenzja]

"Nigdy nie byłabym szczęśliwa, udając kogoś, kim nie jestem. Chciałabym tylko, że by postępowanie w zgodzie ze sobą w moim przypadku nie powodowało tylu kłopotów."

Tytuł:"Pocałunek zdrajcy"
Autor: Erin Beaty
Moja ocena: 8/10
Wydawnictwo: Jaguar   


Cześć! Mieliście kiedyś tak,że zakochaliście się w głównej bohaterce już od pierwszych stron książki?"Bo ja nie". Jeszcze niedawno odpowiedziałabym właśnie tak. Jednak zmieniło się to za sprawą pewnej powieści, o której zamierzam wam troszkę opowiedzieć.  
Książka wpadła w moje łapki dość niespodziewanie, po prostu weszłam do Empiku i jakoś magicznie wylądowałam z nią przy kasie. Czy żałuję? Nie! 

Zanim popadnę w niekontrolowany zachwyt, przybliżę wam troszkę fabułe: 
Historia opowiada losy młodej i ambitnej dziewczyny, Sage Fowler. Nasza główna bohaterka różni się od innych dziewcząt ze swojej epoki,bowiem ojciec rozbudził w niej pasję do książek,uwielbia się uczyć, jest ciekawa świata. Nosi spodnie,ma cięty język oraz NIE CHCĘ SIĘ ŻENIĆ, ba  twierdzi,że nigdy nie będzie z niej dobry materiał na żonę.Dziewczyna lubi decydować o sobie.  

 "- Obowiązki żony wysoko urodzonego człowieka są proste, lecz absorbujące. Jej powinnością jest zajmować w jego sercu pierwsze miejsce dzięki urodzie i miłym manierom.
Te słowa zirytowały Sage. Mąż będzie ją kochał, dopóki jest ładna i wesoła? Ludzie najbardziej przecież potrzebują miłości, kiedy w życiu pojawiają się przeszkody."


Pewne nieporozumienie powoduje, że przyjmuje dość nietypową ofertę pracy-jej zadaniem jest szpiegowanie potencjalnych kandydatów na mężów dla wpływowych panien.Przez zupełny przypadek nasza bohaterka zostaje wplątana w wir walk, intryg i knowań, ponieważ królestwo znajduję się na krawędzi wojny, a bystre oko dziewczyny-zostało dostrzeżone przez samego dowódcę wojska. 

" Im więcej Sage dowiadywała się na temat aranżowania małżeństw, tym mocniej podejrzewała, że to właśnie sztuka swatania stanowi spoiwo tworzące kraj."


Choć powieść nie jest odkrywcza posiada w sobie pewną iskrę. Pochłania czytelnika, angażuję i nie wypuszcza aż do samego końca, pozwalając choć na chwilę oderwać się od codzienności i przeżyć niezapomniane chwile.

Barwni bohaterowie,którzy mają swoje wady i zalety. Nie są wyidealizowani, są po prostu ludzcy. Pozwala to bardziej zżyć się z ich historią.
Z zapartym tchem śledzimy ich losy, odkrywamy tajemnice, uczestniczymy w tajnych przedsięwzięciach,staramy się odkryć zatartą prawdę.
Uroku tej ciężkiej i tajemniczej scenerii dodaje romans, który został wpleciony bardzo subtelnie.
Zapewniam, że przy tej książce nie można się nudzić.
Powieść ma charakter, nie ginie wśród innych na półce. 
Serdecznie Polecam!  

Czytaliście? Zmierzacie?
Koniecznie napiszcie mi, czy macie swoją ulubioną bohaterkę literacką! Czekam z niecierpliwością.

Zaczytanego!


wtorek, 9 stycznia 2018

Najlepsze i najgorsze książki 2017! + zapowiedź konkursu

"Myśl o przeszłości tylko wtedy, kiedy może ci ona sprawić przyjemność."- Jane Austen


Cześć! Wracam do was po długiej przerwie. Pełna motywacji do dalszej pracy przychodzę do was z podsumowaniem czytelniczym. Rok 2017 był pełen niespodzianek, obfitował w wiele zacnych powieści, niestety wydano też parę maszkarek, które miałam okazję przeczytać.

Książki są nieodłączną częścią mojego życia, towarzyszą mi na każdym kroku. Pozwalają mi przetrwać, choć na chwilę zniknąć, a tak właściwie przeniknąć do lepszego świata. W tym roku ubarwiło mą rzeczywistość 167 pozycji literackich. Przeżyłam wiele niezapomnianych chwil. Moje nerwy były szargane po stokroć, a serce łamane bezlitośnie. Wiele razy roniłam łzy, które spływały kaskadami po mych policzkach. Nie raz śmiałam się do rozpuku, a w moich oczach można było zauważyć iskierkę podniecenia. Znalazłam nowe wzorce, inspirację. Śmiało mogę powiedzieć, że żyłam życiem wielu bohaterów, poświęcałam się im całkowicie.
Gdyby nie literatura, ten rok wypadłby blado. Ponuro i smętnie. Nie był bowiem najlepszy, snuł się w nieskończoność, przynosząc wiele złych zdarzeń. Oczywiście były też pogodne momenty, chwile nadzwyczaj dla mnie cenne, gdyż przepełnione jedynie szczęściem.

Nie przedłużając - zapraszam!

Najlepsze powieści, które skradły w tym roku moje serce: 

1. Seria "Inni" autorstwa Anne Bishop
Powieści te- są w Polsce bardzo niedoceniane. Trafiłam na nie przez przypadek na kanale jednej z moich ukochanych booktuberek.
Łączą w sobie wszystko co najlepsze- bardzo dobrze skonstruowany świat, wyraziści bohaterowie,duża dawka humoru i uroku, okraszona nutką magii z odrobinką krwi. Serdecznie polecam!

 2." Dwór Skrzydeł i Zguby" autorstwa Sarah J. Maas
Trzeci tom jakże słynnej już serii (miała być trylogia, ale Maas coś nie "pykło" i pochwaliła się na swoim Instagramie, że powstanie kolejny tom). Nie brakuję tu dawki humoru, akcji i rozlewu krwi. Magia- namiętność z Rhysem w pakiecie!

3. "Kosiarze" autorstwa Neala Shustermana
Bardzo oryginalna, nieszablonowa książka. Pochłania czytelnika od pierwszych stron. Dość niezwykła wizja przyszłości, w której ludzkość pokonała wszystkie przeszkody. Nie ma głodu, chorób. Przeciętny człowiek może żyć bardzo długo, lecz jego istnienie może przerwać jedynie Kosiarz.



Najgorsze powieści. Zmora i strata czasu:

1. "Rozgrywka" autorstwa J. Sterling
Osoby, które czytają mojego bloga mogły zauważyć, jak wielką odrazą darzę daną pozycję literacką.
Zerowa fabuła, płascy bohaterowie, schemat na schemacie.

2. "Blisko ciebie" autorstwa Kasie West
Ta książka doprowadziła mnie do szału. Tak płytkiej, ogłupiającej historii dawno nie czytałam!
Mdła i nie do przełknięcia.

Jakiś czas temu obiecałam Wam konkurs z okazji 20.000 tysięcy wyświetleń na blogu i słowa dotrzymam.
Już niedługo na moim Instagramie będzie do wygrania pewien uroczy zestaw!
Chciałabym wam serdecznie podziękować! Uwielbiam pisać receznzje, a ten blog jest moją mała przystanią, moim małym azylem w Internecie. Dziękuję każdej osobie z osobna za poświęcony czas! Sprawia to, że moje serduszko się rozpływa.
Dzięki temu małemu kącikowi poznałam wiele wspaniałych ludzi, nawiązałam współpracę oraz znalazłam najlepszego przyjaciela, bez którego nie wyobrażam sobie mojego życia!

Dajcie mi koniecznie znać jakie są wasze typy na rok 2017!

Zaczytanego!



 



sobota, 2 grudnia 2017

Świąteczny poradnik- prezenty dla książkoholika

"Czytać to bardziej żyć, to żyć intensywniej."-Carlos Ruiz Zafón – Cień wiatru

Cześć! Za parę dni mikołajki, a już niedługo 24 grudnia. Postanowiłam więc zrobić post z pomysłami na prezenty. Ludzie, którzy mnie znają wiedzą, że mam obsesję na punkcie robienia podarków! Co roku sporządzam sobie plan i wyszukuję rozmaite upominki. Nie ma bowiem nic piękniejszego niż widok uśmiechniętej osoby, która odkrywa zawartość paczuszki! Można powiedzieć, że jest ze mnie mały świąteczny elf.
Mam nadzieję, że choć trochę was tym zainspiruję! Święta to doskonały czas by dzielić się z
innymi!




1. Świeczki i woski
Są małe, ładnie pachną i dają niesamowity klimat. Uwielbiam obserwować mały płomyczek i delektować się zapachem! To bardzo relaksuje!
Taki prezent jest idealny za równo dla mężczyzn jak i kobiet! No bo kto nie lubi świeczek?
A jak przygotować taki pachnący prezent?
Najlepiej kupić świeczki o takich zapachach jakie lubi osoba, którą obdarowujemy. Np. o zapachu świeżej kawy lub pomarańczy.Zabawcie się w szpiega i delikatnie podpytajcie. Dołączcie do tego malutki kominek i parę wosków. Zapakujcie w ładne pudełeczko, możecie przykleić karteczki na poszczególne świeczuszki i napisać, jakie wspomnienie dotyczące np. właśnie zapachu kawy kojarzy wam się z daną osobą. Jakieś spotkanie, które było dla was ważne, a towarzyszył wam w tle kubek kawy. To bardzo urozmaici upominek i pokaże drugiej osobie, że wam na niej zależy.
Świeczki ze zdjęcia kupiłam na Wrocławskich Targach Dobrej Książki, na stoisku Epik Page. Bardzo dobre jakościowo są też świeczki marki Yankee Candle. Jeżeli zależy wam na książkowych etykietkach, można zawsze zrobić taką grafikę i wydrukować, przełożyć świeczkę do słoiczka i gotowe!



2. Biżuteria
Może być zrobiona na zamówienie, albo zakupiona w geekowskim sklepie. To wszystko zależy od waszych portfeli i wyobraźni.
Uwierzcie mi jednak, że nie trzeba mieć dużo pieniędzy, by znaleźć coś pięknego.
Naszyjnik z malutkim Zgredkiem jest ze stronki Dystryktzero.pl, a Insygnie Śmierci dostałam od mojego najlepszego przyjaciela, na pewno znajdziecie podobną w internecie.



3. Figurki Funko Pop!
Większość z Was pewnie je kojarzy!
Nie są one bardzo profesjonalne i nie kosztują tysięcy złoty, więc każdy może sobie na nie pozwolić.
Sama ma obsesję na ich punkcie. Są dobrze wykonane, urocze i zaspokajają fanowskie widzimisię :)  
Można je znaleźć na stronie:
www.dystryktzero.pl
www.stworkipotworki.pl
www.yatta.pl




4.Kapcie, skarpetki
Milutkie, cieplutkie! Idealne dla zmarźlucha!
(Na zdjęciu są kapcie z Kappahla) 


5.Kubki i zakładki
Każdy książkoholik wie, że kubek jest nieodłącznym elementem życia. Dzięki niemu możemy napić się smakowitej kawy, herbatki.
Co do zakładek, nie każdy je lubi, ale są też i ich miłośnicy i kolekcjonerzy.
Na naszym rynku można zaleć rozmaite wzory i kolory, wystarczy tylko dobrze poszukać!
Jak zrobić taki prezent w ciekawy sposób?
Wybierz kubek z motywem, który spodoba się osobie, którą chcemy obdarować. Do środka wrzuć parę zakładek, papierowych lub magnetycznych, (jeżeli osoba, nie przepada za zakładkami, możesz wypełnić czym tylko chcesz) koło naczynka połóż opakowanie dobrej kawy lub herbaty i mały zaparzacz w śmiesznym kształcie i gotowe!




Dajcie koniecznie znać jakie wy macie pomysły, może się czymś zainspiruję!
Uwielbiam wasze propozycje, zawsze mnie zaskakujecie.
Lubicie dawać prezenty?

To wszystko!
Zaczytanego!



czwartek, 23 listopada 2017

"Rozgrywka", J.Sterling [Recenzja]

"Zwróciłeś kiedyś uwagę na to, jak piękne bywają słowa? Jak łatwo jest mówić coś, co się wie, że ktoś chce usłyszeć? Jak kilkoma marnymi zdaniami można wpłynąć na czyjeś całe życie? Ale kiedy w ślad za nimi nie idą czyny, słowa są zupełnie bezużyteczne. To tylko dźwięki i sylaby. Nieznaczące zupełnie nic."

Tytuł: "Rozgrywka"
Autor: J. Sterling
Moja Ocena: 2/10
Wydawnictwo": SQN


Cześć! Czasami zdarza się, że wśród wspaniałych książek trafi w nasze ręce jedna "maszkara". Nie wszystko przecież musi nam się podobać, jednak niesmak po takiej powieści pozostaje.
Bardzo nie lubię pisać negatywnych recenzji,dlatego rzadko to robię. Nigdy nie jest to dla mnie proste, mam bowiem poczucie winny, bo jak mogę krytykować książkę?
Cóż czasami trzeba się przemóc.

Moją "maszkarą" w tym przypadku jest "Rozgrywka" (choć to już zapewne wiecie - po tytule tego posta). Ową powieść reklamowano na każdym portalu, była wciskana nam z każdej strony i promowana przez liczne osoby. Miałam wrażenie, że wyskoczy mi z komody! 
Bez bicia przyznaję, podziałał na mnie sprytny marketing i w premierę  poleciałam do księgarni.

Muszę przyznać, że "Rozgrywka" bardzo mnie rozczarowała, zniesmaczyła. 
Przypomina ona bowiem fanfik najgorszego sortu (nie mam nic do fanfików, sama parę czytam, jednak wiecie,o co mi chodzi) .

Lecz zanim opowiem wam, co jeszcze w owej książce mi się nie podoba, streszczę wam króciutko fabułę:  
Wszystko zaczyna się, gdy Cassie, nasza główna bohaterka, poznaje w college'u Jacka. Jack jest gwiazdą drużyny baseballowej, usposabia sobie wszystko, czego Cass nie lubi w facetach - jest przystojny, ma wielkie ego i wybujałe mniemanie o sobie.
Dziewczyna postanawia za wszelką cenę omijać chłopaka szerokim łukiem, jednak gwiazdor nie daję za wygraną.Jak to wszystko się potoczy?

Teraz przejdźmy do konkretów:
Główną bohaterkę cechuje bezmyślność do potęgi n-tej, bowiem wystarczy tylko jedno słowo Jacka by jak za dotknięciem magicznej różdżki zmieniła w jednej sekundzie swe zdanie. 
Podam wam przykład. 
Cass wyznaje, Jackowi, że nie jest gotowa na współżycie, nie czuję się a siłach. 
po czym gdy ten wypala magiczne słowo "Kocham cię ", ta od razu mu ulega i pada w jego ramiona! 

Żeby nie było że "czepiam się" tylko Cass, ponarzekam również na płeć przeciwną,czyli naszego księciunia (tak go sobie nazwałam). Nie mogę wam zdradzić o co mi chodzi, gdyż okradłabym was z przyjemności jaka wiążę się z odkrywaniem historii.
Ale uwierzcie mi na słowo, zrobił coś cholernie przykrego, po czym "strzelił focha" (przepraszam-za tak potoczny język, ale w tym przypadku chcę podkreślić w ten sposób pewne sprawy).

Kolejną wadą powieści są opisy! Proszą się one o pomstę do nieba! Autorka nie umie robić płynnych przejść. Często się gubiłam.
Nie wspomnę już o próbie opisania sceny "pseudo erotycznej"!

ORAZ COŚ co doprowadzało mnie do szału- owa powieść jest przesłodzona do granic możliwości, można się nabawić cukrzycy, lukier wylewa się strumieniami.

Jednak jest coś co muszę autorce przyznać.Ma bardzo lekkie pióro, przez co szybko płynie się przez tę historię. Dzięki temu jakoś udało skończyć mi się tę książkę! 
Na plus też jest pewien cytat, który umieściłam wam na samej górze oraz fakt,że główna bohaterka miała pewną pasję! To się udało, było to widać i czuć! 
Z wielką przyjemnością czytałam fragmenty, w których studentka opowiadała o swoim stażu, stażu fotograficznym.Na tym niestety plusy się kończą.

Schemat- pogania schemat, przewidywalność i słabizna nad słabiznami!
Niestety nie mogę powiedzieć -"Serdecznie polecam"! 
Pamiętajcie tylko, że pomimo iż owa pozycja literacka nie przypadła mi do gustu to nie znaczy, że wam też nie! Bo może być na odwrót!
Chciałam się z wami podzielić moją opinią, mam nadzieję, że nie uraziłam nikogo!

Powiedzcie mi więc, szczerze! 
Czytaliście? Zamierzacie? 

Zaczytanego!